Bujanie w cyfrowych chmurach bez tajemnic

Chmura obliczeniowa, aplikacje działające w chmurze, usługi mobilne – takie właśnie sugestywne, bardzo obrazowe pojęcia coraz częściej pojawiają się w ostatnich latach przy najróżniejszych okazjach, od objaśniania wykorzystywanych na co dzień serwisów oferujących słuchanie muzyki w sieci, po korzystanie ze skomplikowanych oprogramowań dla profesjonalistów. Chmura może oznaczać niemal wszystko – trzymane na Facebooku zdjęcia, publikowane na blogu teksty, przechowywane w Internecie filmy, a nawet poufne dane firmowe. Jak się nie zgubić w cyfrowych chmurach?

Po pierwsze – nie ma najmniejszego powodu, by popadać w kompleksy. Chmura obliczeniowa to nie kolejna zabawka dla informatyków, ani przestrzeń dla specjalistów od oprogramowania. Jest dokładnie odwrotnie. Chmura to coś, co ułatwia nam życie na co dzień. Coś, co sprawia, że można zapomnieć o konieczności trzymania wszystkich dokumentów na jednym komputerze i zabierania ze sobą wszędzie pamięci USB, by nie zgubić ważnych do pracy plików. A pamiętacie jeszcze, że całkiem niedawno trzeba było wszystko wypalać na płycie, a nawet nagrywać na dyskietce? Dzięki chmurze można wszystkie tego typu nośniki wyrzucić na śmietnik.

Chmura obliczeniowa to nic innego, jak sposób przechowywania i przetwarzania danych, który polega na wykorzystaniu zewnętrznych serwerów, należących przeważnie do dużych, a tym samym (zazwyczaj) niezawodnie działających firm, takich jak Google, Microsoft, Adobe, Apple bądź innych uznanych na rynku producentów oprogramowania. Może to również oznaczać wykorzystywanie pamięci do gromadzenia danych, czyli tzw. dysków zewnętrznych, oferowanych przez takie firmy jak Dropbox czy Copy. Można to robić za darmo lub za opłatą wnoszoną zazwyczaj w formie abonamentu. Dlaczego duże firmy pozwalają nam za darmo korzystać ze swoich usług? Zazwyczaj po to, by nas do siebie przyzwyczaić, a przez to zwiększyć swoje szanse, że do nich wrócimy i zapłacimy abonament, gdy nasze potrzeby się rozwiną. Ale to wcale nie oznacza, że jesteśmy zmuszani do jakichkolwiek zakupów. Brzmi całkiem uczciwie.

Najprostsze wykorzystanie chmury to trzymanie swoich ulubionych piosenek na Dropboxie, publikowanie zdjęć na Picasie (wirtualny album ze zdjęciami) lub Pintereście (wirtualna tablica korkowa), wysyłanie sobie dokumentów na własną skrzynkę pocztową i traktowanie jej jako podręcznej aktówki. Dzięki temu nie musimy nosić potrzebnych nam plików wszędzie ze sobą, możemy przedstawić wyniki swojej pracy klientowi, mając pod ręką tylko telefon z dostępem do Internetu (wystarczy zalogować się na pocztę, pobrać plik i gotowe), a pokazywanie znajomym zdjęć z wakacji jest najbanalniejszym wyzwaniem na świecie. Wszystkie te usługi działają w zasadzie tak samo, jak publikowanie postów na Facebooku. I w równie prosty sposób można dzielić się swoimi dokumentami z innymi użytkownikami chmury – wystarczy przesłać link lub udostępnić komuś dany materiał.

A co z bardziej zaawansowanymi usługami i aplikacjami działającymi w chmurze? Obowiązuje ta sama zasada – możemy zrobić wszystko, jeżeli dysponujemy jakimkolwiek urządzeniem łączącym się z Internetem, nawet telefonem komórkowym lub starym, rozsypującym się komputerem. W chmurze można obrabiać zdjęcia, tworzyć projekty graficzne, tworzyć zestawienia finansowe, a nawet gromadzić dane dotyczące klientów. Oczywiście, służą do tego bardziej wyspecjalizowane aplikacje i usługi, np. mobilne wersje Photoshopa i innych programów graficznych czy narzędzia typu CRM (wykorzystywane m.in. przez działy handlowe firm do gromadzenia wiedzy o kontrahentach). Za to już trzeba zazwyczaj zapłacić. Ale już np. tworzenie plików tekstowych, prezentacji i arkuszy kalkulacyjnych może odbywać się zupełnie za darmo, w ramach usługi Google Drive. Wystarczy się tylko zarejestrować w Google lub założyć konto na Gmailu.

Jakie płyną stąd korzyści? Jest taniej – opłata za specjalistyczne narzędzia działające w chmurze wnoszona w abonamencie jest przeważnie niższa od drogich licencji na profesjonalne oprogramowanie, a w momencie, gdy przestajemy z jakiegoś narzędzia korzystać, rezygnujemy z płacenia abonamentu. Innymi słowy – nie inwestujemy w to, co jest nam w danej chwili niepotrzebne. Nie musimy też kupować drogich, szybkich komputerów, by móc tworzyć bardziej skomplikowane dokumenty – aplikacje działające w chmurze posługują się dużymi serwerami firmowymi przy dokonywaniu obliczeń, a my dostajemy na swój telefon, tablet lub komputer efekt końcowy tych działań. Nawet, jeśli nasz sprzęt ledwo trzyma się w jednym kawałku. I nie trzeba myśleć o tym, by nieustannie aktualizować oprogramowanie.

Jest też bezpieczniej – możemy zapomnieć o konieczności nieustannego tworzenia dodatkowych kopii dokumentów na wypadek awarii. Firmy dostarczające usług w chmurze robią to za nas. A włamać się do chmury jest zdecydowanie trudniej niż do naszego laptopa. By zminimalizować ryzyko wystarczy nie podawać hasła do naszego kawałka chmury żadnym potencjalnym złodziejom danych.

Weronika Holeniewska, konsultacja: www.datalab.pl

 

Zobacz również:

Konserwacja komputera


Konserwacja komputera

Zapanuj nad finansami


Zaplanuj swoje finanse

Ważne decyzje po posiłku


Ważne decyzje tylko po posiłku