Kobieta zmienną jest – i jej orgazm też!

Kobiecy orgazm już w starożytności budził zainteresowanie filozofów. Niektórzy uważali, że jest on konieczny do zapłodnienia, jednak teoria ta była podważana już nawet przez ówczesnych myślicieli (praktyków?). Od tamtych czasów tezy na temat kobiecego orgazmu były systematycznie namnażane, obalano jedne, to znowu przywracano do łask te dawno zapomniane. Nowe tysiąclecie przyniosło nowe podejście do zagadnienia – indywidualne i wolne od schematów. Kobiecy orgazm raz na zawsze uwolnił się od wpisywania w męski schemat. Czym więc różni się kobiece szczytowanie od męskiego modelu?

Przepis na orgazm punkt po punkcie 

Jeszcze nie tak dawno uważano raczej, że przeżywanie przesadnej rozkoszy przez kobietę jest w złym guście i nie najlepiej świadczy o wybrance. Obecnie zachęca się kobiety, by odkrywały swoje orgazmy, prowadzone są warsztaty na temat kobiecej seksualności, w każdym niemal tekście poświęconym temu zagadnieniu poleca się kobietom sesje sam na sam z lusterkiem, by dobrze poznały swoje strefy intymne, sprawdziły co sprawia im przyjemność lub dyskomfort, aby w przyszłości mogły zapoznać ze swoimi odkryciami partnerów.

Fiksację na temat kobiecego orgazmu pogłębia fiksacja na temat kobiecych wytrysków. A tych można obecnie wyróżnić aż trzy rodzaje. Pierwszy, to moment, w którym pochwa staje się wilgotna na skutek podniecenia. Drugi pochodzi z gruczołów przy cewce moczowej, gdy pobudzony zostaje osławiony punkt G, znajdujący się na przedniej ścianie pochwy, około 5 centymetrów od wejścia. Trzeci pochodzi z pobudzenia obszaru AFE (inaczej zwanego punktem A), który znajduje się za punktem G, bardzo blisko szyjki macicy.

A więc kobiecy orgazm okazał się dużo bardziej zróżnicowany niż jego męski odpowiednik. Stymulowanie łechtaczki lub różna intensywność głębokiej penetracji mogą doprowadzić do wielu odmian tego niesamowitego zjawiska. Ponadto organizm kobiety może się szczycić zdolnością do osiągania wielokrotnych orgazmów, bez potrzeby regeneracji po każdym z nich. Wygląda na to, że męski schemat był na takie odkrycia po prostu za ciasny.

Być na szczycie bez szczytowania

Z drugiej strony, wprost zaczęto mówić także o tym, że kobieta może być spełniona seksualnie również nie przeżywając orgazmów. Seksuolodzy przestrzegają wręcz przed zadaniowym podejściem do seksu. Orgazm nie zawsze jest wyznacznikiem kobiecej satysfakcji, a kobieta może być w pełni zadowolona ze stosunku nie szczytując. Często także orgazm może pojawić się przed punktem kulminacyjnym seksu. Wprawni kochankowie nie będą więc skupieni na dotarciu do tego obowiązkowego punktu programu, a raczej na smakowaniu każdego kolejnego etapu seksualnych uniesień. 

To właśnie podczas takiego zapomnienia i emocjonalnego bezpieczeństwa kobieta jest w stanie poddać się potrzebom swojego ciała i osiągnąć tak wyjątkowe przeżycia, jak na przykład wytrysk podczas stymulacji punktu A, czyli znanej z Kamasutry „trzeciej bramy”. Mimo, że dla wielu kobiet jej otwarcie może wydawać się mityczne, a wręcz nierealne, to przy odpowiednim nastawieniu (swoim i partnera) może okazać się doświadczeniem całkiem osiągalnym. 

W wielu jednak przypadkach okazuje się, że satysfakcjonujący, dający poczucie szczęścia i bezpieczeństwa seks obywa się bez orgazmu. To jeszcze jedna wytyczna, która odróżnia kobiece szczytowanie od męskiego. Wszystko co najlepsze z seksu kobieta czerpie poprzez zaangażowanie emocjonalne, dlatego szczytowe momenty relacji nie są tożsame z momentami szczytowania. 

Obalając schematy

Nic dziwnego, że mając tyle zmiennych kobiecy orgazm wymyka się naukowym teoriom. W końcu trudno mówić o jakichkolwiek pewnikach, skoro orgazm może nie pojawić się wcale, pojawić się wyłącznie podczas stymulacji łechtaczki, albo podczas penetracji, albo wystąpić wielokrotnie lub nawet do repertuaru dołączyć wytrysk. Taki wachlarz szczytowania u kobiet na pewno odbiega od modelu męskiego – aż dziwne, że tak długo utrzymywano, że rządzą nimi te same prawa! 

Dopiero Resemary Basson w swojej pracy z 2001 roku obaliła czterofazowy schemat (podniecenie, plateau, orgazm i odprężenie) duetu Masters & Johnson, kładąc przede wszystkim nacisk na dwa wyznaczniki jakimi są bliskość emocjonalna i zadowolenie ze związku. 

Jednocześnie należy pamiętać, że wspomniane zadowolenie ze związku nie musi oznaczać wieloletniego stażu pary. Chodzi raczej o kompatybilność dwojga osób, która wyniknąć może także podczas erotycznej przygody na jedną noc.  

Jaką uniwersalną radę można więc dać parom kochanków? Przede wszystkim, że taka uniwersalność nie istnieje. Każda partnerka to tajemnica, którą można krok po kroku odkrywać. Natężenie dotyku, punkty erogenne, możliwości szczytowania, zdolność do zapomnienia się podczas stosunku – to wszystko niewątpliwie wpływa na pojawienie się orgazmu. Chociaż, jedna rada dla mężczyzn jest uniwersalna: zamiast pytać „jak było?”, przyjrzyj się kobiecie – jeżeli było dobrze, nieziemsko, znakomicie, obłędnie to od razu to zobaczysz, a jeżeli tego nie widzisz, to... i tak lepiej nie pytaj, tylko poświęć jej więcej czasu i uwagi.  

Konsultacja: sklep-intymny.pl

 

Zobacz również:

Co zdradzi twarz


Ćwicz mięśnie Kegla

Zaraź się szczęściem


Zaraź się szczęściem

Miłość - zjawisko medyczne?


Miłość - co to takiego